„Dzieło sztuki powstaje właściwie dwukrotnie. Raz w pracowni artysty, kiedy malarz je kreuje, i drugi raz – w momencie, kiedy spotyka się ono z widzem. Wtedy dopiero zaczyna naprawdę żyć”
Jerzy Nowosielski
ARTY opierają się na trzech przekonaniach:
Pierwsze: obraz ma więcej do powiedzenia niż widać na pierwszy rzut oka - i uważna, metodyczna obserwacja pozwala to wydobyć.
Drugie: historia sztuki to nie oś czasu, lecz sieć motywów, gestów, znaczeń wędrujących ponad epokami, kulturami i mediami.
Trzecie: patrzenie na sztukę to też patrzenie na siebie. To, z czym przychodzisz do obrazu, Twoje doświadczenia, wrażliwość, historia, kształtuje to, co w nim widzisz. I ta świadomość własnego spojrzenia jest formą poznania siebie.
Oto trzy najważniejsze koncepcje dla projektu ARTY:
Atlas Mneomosyne Aby Warburga
Pierwotną inspiracją dla projektu ARTY był Aby Warburg. Niemiecki badacz kultury przełomu XIX i XX wieku, postać której myśl zrewolucjonizowała patrzenie na całą dziedzinę i której ślady odnaleźć można w niemal każdej współczesnej humanistycznej refleksji nad kulturą wizualną. Warburg przeciwstawił się, pokutującemu od zarania nauki jaką jest historia sztuki, sposobowi badania i interpretacji w sposób linearny. Fascynował go ruch, emocje i energie jakie niosą ze sobą obrazy. Motywy wędrujące przez stulecia i manifestujące się niezależnie od epoki. Wprowadził kluczowe pojęcie pamięci obrazu podważając powszechnie funkcjonujące przekonanie, że obraz jest wyłącznie dokumentem. Podjął się gargantuicznego projektu opowiedzenia na nowo historii sztuki, idei, kultury. Nazwał go Atlasem Mnemosyne. Przez lata zestawiał na płótnach pokrytych czarnym materiałem reprodukcje obrazów, fotografii, wycinki prasowe, mapy, znaczki pocztowe, reklamy. Przesuwał je, zmieniał układy, szukał napięć i powtórzeń między formami z odległych epok i kultur. Tworzył konstelacje, sieci wędrówek - motywów, gestów, symboli, artefaktów. Atlas nigdy nie został ukończony, Warburg zmarł w trakcie prac nad nim. Jednak Mnemosyne samo w sobie jest założeniem ciągłym, w wiecznym ruchu i póki twórczość ludzka trwa - nieskończonym.
Ślad Warburga przewija się przez wszystkie trzy zestawy ART. Ale to zestaw 3 - Relacja, zaprasza do tego samego gestu: zestawiania, przesuwania, szukania tego, co między obrazami. Do tworzenia własnego, tymczasowego Atlasu. Gdziekolwiek się w danym momencie znajdujemy.
Ikonologia Erwina Panofsky’ego
…czyli sposób na bezradność przed obrazem
Niemiecki historyk sztuki żydowskiego pochodzenia – Erwin Panofsky - młodszy o pokolenie od Warburga współtworzył z nim tzw. szkołę hamburską. Łączyło ich przekonanie, że obraz jest nośnikiem znaczeń wykraczających poza styl i estetykę. W 1939 roku opracował własny model interpretacyjny dzieła. Podzielił go na trzy etapy:
Pierwszy skupia się na odczytywaniu znaczeń pierwotnych, zadaniu sobie prostego pytania “co widać?”.
W drugim interpretujemy zidentyfikowane w pierwszym etapie przedmioty, sceny, postacie etc. jako konkretne symbole, historie, alegorie. To tutaj (najczęściej zupełnie odruchowo) korzystamy z naszej znajomości kontekstu kulturowego, w którym się poruszamy. Przykład podawany często przez Panofsky’ego to odczytanie posiłku trzynastu mężczyzn zasiadających przy stole jako obrazu Ostatniej Wieczerzy. To na tym etapie odbywa się faktyczna analiza ikonograficzna.
Trzeci etap odnosi się właściwie do rzeczywistości zewnętrznej wobec analizowanego dzieła. To tutaj osadzamy obraz w szerszym kontekście, pytamy o sens, szukamy znaczenia wewnętrznego poprzez odwołania do „historii objawów kulturowych lub «symboli» w ogóle” (jak określił to Panofsky), oraz wiedzy o tym, jak dana epoka znajdowała wyraz w określonych tematach, pojęciach i sposobach przedstawiania, odzwierciedlających właściwe jej sposoby myślenia i wartości.
Zaczynamy traktować obraz jako objaw danego okresu. Pytamy co mówi o epoce, kulturze, zbiorowej psychice, która go wytworzyła?
Każdy etap analizy stanowi podstawę następnego. Przeprowadzone razem wyciągają dzieło z próżni, w której zostało umieszczone przez tradycyjne metody analityczne i transformują je w wielowymiarowy dokument kulturowy. Widza natomiast w świadomego odbiorcę, zdolnego wejść z dziełem w dialog.
slow looking
Pasja do sztuki nie jest pozbawiona ryzyka. Ogrom zachowanej spuścizny twórczości ludzkiej - tysiące lat malarstwa, rzeźby, architektury potrafi przytłaczać. Wizyta muzealna zamienia się w wyścig. Chęć zobaczenia wszystkiego, nieodparte poczucie, że coś się omija. Zanim się obejrzysz leżysz zemdlona(y) pośrodku Galerii Uffizi, a badający Twój puls ratownik stwierdza Syndrom Stendhala. Przesada? Niekoniecznie. W 1817 roku znany francuski pisarz udał się w podróż do Florencji i w wyniku nagromadzenia wrażeń i “niebiańskich uniesień” jego organizm nie wytrzymał i odmówił posłuszeństwa przed Bazyliką Santa Croce. Stendhal doznał zawrotów głowy, kołatania serca, ogólnej dezorientacji i następne dni pobytu we włoskim mieście spędził w łóżku z gorączką. Syndrom został opisany oficjalnie w latach 80. XX wieku po spotkaniu się z podobnymi objawami u ponad setki innych turystów.
W czasach kiedy niemal z dnia na dzień mamy wrażenie jakby życie przyśpieszało, nasza zdolność koncentracji kurczyła, a wszystko serwowane nam było w łatwych do przełknięcia, krótkich formach sztuka niesie za sobą ogromny potencjał do buntu i bycia naszym azylem uważności i ukojenia.
W opozycji do traktowania poznania sztuki jak kolejnych zawodów w “jak najszybciej, jak najwięcej” staje koncepcja slow looking. Szczegółowo opisana przez Shari Tishman praktyka polegająca na powolnemu przyglądaniu się szczegółom tekstu kultury, wyjściu poza pierwsze wrażenie, stworzeniu przestrzeni na wielowymiarowe, głębokie doświadczenie z dziełem. Zbyt łatwo jest zbyć dzieło sztuki stwierdzeniem „po prostu nie rozumiem”, ale jeśli postarasz się zatrzymać przy nim nieco dłużej, przyjrzeć się mu nieco uważniej i jednocześnie zastanowić się nad wszystkimi pytaniami, jakie nasuwają się w trakcie oglądania, być może w rezultacie wyniesiesz z tego doświadczenia znacznie więcej. - mówi. Podczas interakcji ze sztuką zachęca do metody, która nie wymaga żadnego wcześniejszego przygotowania, podzielonej na trzy etapy:
Pierwszy - Widzę. Na co patrzysz? Co zauważasz? Tishman podkreśla, że przestrzeń na uważną obserwację jest kluczowa - i że zbyt szybko ją pomijamy.
Drugi - Myślę. Co twoim zdaniem się tu dzieje? To krok rozumowania. Masz już swoje obserwacje - jak mogą one wpływać na to, co myślisz o obrazie?
Trzeci - Zastanawiam się. Jakie pytania wciąż masz? Co cię intryguje, nie daje spokoju? Tishman wskazuje na to, że poznanie nie polega na ciągłym znajdowaniu właściwej odpowiedzi, ale raczej na podążaniu ścieżką prowadzącą do coraz głębszego dociekania.
Uzupełnieniem całego procesu, jak i pomocnym narzędziem jest zastanowienie się nad tym, co sprawia że tak myślę? Argumentów można szukać oczywiście w samym dziele, ale warto pochylić się też nad samym sobą. Co w mojej historii, doświadczeniach, uprzedzeniach wpływa na taki właśnie odbiór? Jaki jest mój “filtr”?
Slow looking, See Think Wonder, Co sprawia, że tak myślę? - wszystkie te praktyki opierają się na tym samym przekonaniu: że patrzenie to umiejętność, którą można rozwijać. I że najcenniejsza wiedza o obrazie często leży po drugiej stronie pierwszego spojrzenia. Właśnie z tego przekonania wyrosły ARTY.
See. Think. Wander.